Nocnym pociągiem do kamieniarstwa. Wspomnienia Józefa Maślańca

—

W Dzień Zaduszny wspominamy Józefa Maślańca – nestora polskiego kamieniarstwa, Zasłużonego dla Kamieniarstwa RP, który odszedł 23 sierpnia 2022 roku. Od wojennego dzieciństwa i tajnych kompletów, przez pierwsze lata szkoły kamieniarskiej, aż po pracę przy budowie Nowej Huty i doświadczenia stalinowskich represji. Jego historia to opowieść o pokoleniu, które musiało bardzo szybko dorosnąć.

Józef Maślaniec - Zasłużony dla Kamieniarstwa RP

Podróż w nieznane

Do Świdnicy przyjechał nocnym pociągiem, po podróży, którą zapamiętał również z powodu pluskiew. Wysiadł z wagonu z pogryzioną twarzą, zmęczony i daleko od rodzinnych stron. Po raz pierwszy w życiu wybrał się sam w tak długą drogę.

Był wrzesień 1947 roku. Miał rozpocząć naukę w organizowanej właśnie szkole kamieniarskiej. Wiedział, że na miejscu powinien odszukać swojego nauczyciela z tajnych kompletów i gimnazjum, profesora Jana Ziembę1.

Kiedy dotarł do szkolnego sekretariatu, czekała go niespodzianka. W pomieszczeniu pracował człowiek w ubraniu pobrudzonym farbą, zajęty malowaniem ścian. Józef oznajmił, że jest umówiony z profesorem. Mężczyzna odwrócił się i przywitał go. To był sam profesor Ziemba.

Szkoła dopiero powstawała. Nauczyciele nie ograniczali się do prowadzenia zajęć — trzeba było przygotować pomieszczenia, zorganizować internat i stworzyć od podstaw miejsce, w którym młodzi ludzie mieli zdobywać nowy zawód. Józef otrzymał wskazówki, jak dotrzeć na ulicę Kanonierską, gdzie znajdował się internat.
Tak rozpoczął się ważny rozdział jego życia.

Dzieciństwo, które skończyło się za wcześnie

Zanim jednak trafił do Świdnicy, przyszło mu przeżyć trudne lata wojny.

W 1941 roku zmarła jego matka. W domu zostali ojciec, Józef i jego przyrodni brat. Chłopiec miał zaledwie około dziesięciu, jedenastu lat, ale sytuacja rodzinna wymagała od niego pracy i pomocy w gospodarstwie.

Nie było możliwości, by dzieciństwo upływało wyłącznie na nauce i zabawie. Trzeba było wykonywać obowiązki dorosłych.
Jednocześnie młody Józef coraz częściej zastanawiał się nad przyszłością. Wojna musiała się kiedyś skończyć, a on nie chciał poprzestać na życiu, które znał dotychczas.

Około 1944 roku zapisał się na tajne komplety nauczania obejmujące program gimnazjum ogólnokształcącego. Uczył się w warunkach okupacji, kiedy zdobywanie wykształcenia wymagało szczególnego wysiłku.

Po zakończeniu wojny w Niepołomicach zaczęto organizować gimnazjum i liceum. Uczniów tajnych kompletów przyjęto do drugiej klasy gimnazjum. Wśród młodzieży byli mieszkańcy okolicznych wsi, dla których nowa szkoła stanowiła szansę na dalszą edukację. W 1947 roku Józef ukończył gimnazjum, zdając tak zwaną małą maturę.

Nie wspominał siebie jako szczególnie uzdolnionego ucznia. Nauka przychodziła mu z trudem, a kontynuowanie jej w liceum nie wydawało się najlepszym rozwiązaniem. Szukał bardziej praktycznej drogi. Wtedy pojawiła się wiadomość, że jego dawny nauczyciel matematyki i fizyki zamierza wyjechać na Dolny Śląsk i współtworzyć szkołę kamieniarską. Dla chłopaka wychowanego na wsi samo słowo „kamieniarstwo” kojarzyło się przede wszystkim z robotnikami rozbijającymi kamienie przy drogach. Nie wiedział jeszcze, jak rozległa i wymagająca jest to dziedzina. Mimo obaw zdecydował się wyjechać.

Szkoła, która dopiero się rodziła

Naukę w Świdnicy2 rozpoczął Józef Maślaniec w październiku 1947 roku. Do szkoły przybywali uczniowie z różnych stron Polski. Różnili się wiekiem, doświadczeniem i wojennymi losami. Niektórzy wracali z zagranicy, inni dopiero próbowali odnaleźć swoje miejsce w powojennej rzeczywistości. Wśród nauczycieli należy wspomnieć o Tadeuszu Tyrowiczu3 oraz Stanisławie Sobolewskim.

Internat funkcjonował według zasad przypominających wojskową dyscyplinę. Jego organizacją kierował kapitan Parzniewski4. Józef zapamiętał między innymi niedzielne zbiórki i wspólne przemarsze do kościoła. Uczniowie maszerowali przez miasto, śpiewając pieśni. Jedną z nich — jak wspominał — był marsz związany z Brygadą Świętokrzyską.

W pierwszych powojennych latach granice tego, co dopuszczalne, zmieniały się bardzo szybko. Pieśń, którą młodzież wykonywała bez większego zastanowienia, po pewnym czasie zaczęła budzić zastrzeżenia polityczne. Wspólne śpiewanie zakończyło się po kilku miesiącach.

Był to jeden z pierwszych sygnałów, że polityka będzie obecna również w szkolnej codzienności. Sama nauka obejmowała zarówno przedmioty ogólne, jak i zawodowe. Uczniowie poznawali technologię obróbki kamienia, ale najważniejszym sprawdzianem umiejętności miała się okazać praktyka w zakładach przemysłowych.

Strzelin: kamieniołom i druga noc z pluskwami

Po pierwszym roku nauki, w 1948 roku, Józef został skierowany na dwumiesięczną praktykę do kamieniołomów w Strzelinie. Towarzyszył mu kolega, Aleksy Szołomicki5, którego wspominał również jako siatkarza.

Pierwsze spotkanie ze Strzelinem było przygnębiające. Centrum miasta pozostawało zrujnowane. W miejscu dawnej zabudowy widać było gruzy i ślady wojennych zniszczeń. Praktykanci dotarli na miejsce wieczorem. Ponieważ nie mogli już załatwić wszystkich formalności, skierowano ich na nocleg do pomieszczenia przy portierni zakładu. Tam Józef przeżył powtórkę z podróży do Świdnicy.

W niewielkim pokoju znajdowało się jedno łóżko. Obaj młodzi mężczyźni położyli się na nim, ale spokojnie przespał noc tylko jeden. Józefa znów zaatakowały pluskwy, podczas gdy jego kolega nie odczuwał żadnych dolegliwości. Po latach opowiadał o tym z rozbawieniem, zauważając, że owady najwyraźniej nie wszystkich traktowały jednakowo.

Nazajutrz zaczęła się prawdziwa praktyka. Ogrom kamieniołomu zrobił na nim wielkie wrażenie. W głębokim wyrobisku człowiek wydawał się maleńki. Początkowo praktykanci wykonywali proste prace transportowe, pomagając przy przemieszczaniu kamienia. Z czasem przyszła kolej na cięższe zadania i próby samodzielnej obróbki materiału. To właśnie tam szkolna wiedza zaczęła nabierać konkretnego znaczenia.

Sławniowice: spotkanie z nowoczesną techniką

Kolejna praktyka odbyła się w Sławniowicach. W odróżnieniu od pierwszego pobytu w kamieniołomie, tym razem Józef miał możliwość dokładniejszego poznania procesów obróbki kamienia: cięcia, szlifowania i polerowania. Szczególnie zapamiętał urządzenia, które na tle ówczesnych polskich zakładów wydawały się bardzo nowoczesne. Wspominał baterię wielopiłowych traków oraz mechaniczne podawanie piasku kwarcowego wykorzystywanego w procesie cięcia.

Wrażenie robił nie tylko sam zakład. W pamięci pozostało mu także jego otoczenie — przedwojenna infrastruktura, uporządkowany teren, miejsca wypoczynku, altany i przestrzenie przeznaczone niegdyś na spotkania pracowników. Dla młodego człowieka, który wcześniej kojarzył kamieniarstwo z ręcznym rozbijaniem kamieni, był to zupełnie inny świat.
Zawód, który początkowo wydawał się mało atrakcyjny, okazał się połączeniem ciężkiej pracy, techniki, organizacji produkcji i wiedzy inżynierskiej.

Józef Maślaniec

Od szkolnej ławki do kierowania produkcją

W 1950 roku Józef Maślaniec zdał maturę i rozpoczął pracę w zakładach kamieniarskich w Piławie.
Kariera rozwijała się szybko. Najpierw pracował jako majster, później został zastępcą kierownika produkcji, a po kilku latach powierzono mu obowiązki dyrektora technicznego. Sam tłumaczył ten szybki awans szczególną sytuacją powojennego przemysłu. Brakowało ludzi z odpowiednim przygotowaniem. Absolwenci świdnickiej szkoły należeli do pierwszego pokolenia pracowników kamieniarstwa, którzy zdobyli średnie wykształcenie zawodowe w tej specjalności. Nie oznaczało to jednak, że młodemu majstrowi wszystko przychodziło łatwo. Jedno z pierwszych zawodowych potknięć zapamiętał na całe życie.

Zakład realizował zamówienie na granitowe elementy przeznaczone do budowanych właśnie gmachów administracyjnych Nowej Huty, nazywanych Pałacem Dożów6. Podczas ręcznej obróbki parapetów robotnicy zauważyli, że kamień zaczyna pękać. Straty materiału groziły opóźnieniem dostaw, a terminy budowy były napięte. Trzeba było znaleźć przyczynę. Okazało się, że problem wynikał ze sposobu przecięcia i oznaczenia bloków granitu strzegomskiego. Nie uwzględniono właściwie naturalnych właściwości kamienia, co podczas dalszej obróbki prowadziło do jego pękania. Dla Józefa była to dotkliwa lekcja odpowiedzialności. Zrozumiał, że w kamieniarstwie nawet pozornie drobny błąd technologiczny może mieć poważne konsekwencje.

Pracując w Piławie, uczestniczył również w realizacji kamieniarskiego wystroju wnętrz nowohuckich budynków. Wspominał między innymi klatki schodowe o eliptycznym układzie oraz konsultacje projektowe w Krakowie z architektem Ingardenem.
Po latach żałował, że nie pojechał ponownie obejrzeć efektów tej pracy. Zastanawiał się, jak zachowały się elementy, przy których wykonaniu uczestniczył jako młody specjalista.

Kraków, studia i zawodowy awans

W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych pojawiła się możliwość przeniesienia do Krakowa, do centrali zjednoczenia nadzorującego zakłady kamieniarskie. Józef objął stanowisko starszego inspektora. Jego obowiązki wiązały się między innymi z koordynowaniem produkcji i dostaw kamienia na duże inwestycje, w tym przedsięwzięcia realizowane w Warszawie. Wspominał, że przeniesienie nastąpiło w 1954 roku i wtedy też postanowił kontynuować naukę. Przygotował się do egzaminów wstępnych i rozpoczął studia na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej.

Nie była to łatwa decyzja. Po latach przerwy musiał wrócić do intensywnej nauki, szczególnie matematyki. Korzystał z dodatkowych lekcji i stopniowo nadrabiał zaległości. Studia ukończył w 1958 roku. Wspominał projekt dyplomowy dotyczący stalowej estakady.

Później pracował w Centralnym Laboratorium Kamienia, w pracowni technologicznej, a następnie ponownie w centrali zjednoczenia. W 1963 roku zaproponowano mu stanowisko zastępcy dyrektora do spraw technicznych w Zjednoczeniu Przemysłu Kamienia Budowlanego z siedzibą w Krakowie.
Droga od chłopca pomagającego ojcu w gospodarstwie do specjalisty i kierownika w przemyśle kamieniarskim zajęła kilkanaście lat. Jednak nie wszystkie wspomnienia z tego okresu dotyczyły zawodowych sukcesów.

Dowcip, za który można było trafić do więzienia

Jedną z najmocniejszych historii Józef Maślaniec zachował z czasów pracy w Piławie. Były to lata stalinizmu, kiedy podejrzliwość i polityczne donosy mogły zaważyć na życiu człowieka. Jak wspominał, ludzie obawiali się wypowiadać swobodnie nawet wśród współpracowników. Pewnego dnia opowiedział w pracy polityczny dowcip. Żart dotyczył braków mięsa i wyjaśniał prześmiewczo jego przyczyny… Ktoś doniósł o tym odpowiednim służbom.

– Dlaczego nie ma dzisiaj mięsa?
– Bo świnie poszły na stanowiska, krowy do Ligi Kobiet, cielęta do ZMP, a woły muszą robić.

W niedzielę, gdy Józef wybierał się z kolegą do kościoła, przyszedł portier z wiadomością, że jest wzywany. Nie otrzymał żadnego pisemnego wezwania tylko to ustne. Przesłuchanie trwało kilka godzin. Pytano go o rodzinę, pochodzenie, kontakty, stosunki w zakładzie i ewentualne wrogie wypowiedzi przeciwko władzy. Wreszcie rozmowa zeszła na dowcip.

Józef próbował wyjaśnić, że usłyszał go podczas podróży pociągiem i powtórzył wśród członków partii nie po to, by atakować władzę, lecz — jak przedstawiał to przesłuchującemu — aby ostrzec przed podobnymi wypowiedziami. Ta linia obrony najwyraźniej zaskoczyła prowadzącego przesłuchanie. Ostatecznie sporządzono protokół i pozwolono mu odejść. Usłyszał jednak ostrzeżenie, że sprawa jeszcze się nie skończyła. I rzeczywiście się nie skończyła.

W kolejnych tygodniach Józef miał poczucie, że jest obserwowany. Każdy problem w zakładzie mógł zostać przedstawiony jako dowód wrogiej działalności. Narastała atmosfera nieufności, która — jak wspominał — wyczerpywała go psychicznie. W końcu podczas zebrania partyjnego pojawił się wniosek o usunięcie go z partii za szerzenie wrogiej propagandy. Wtedy wydarzyło się coś, czego nie zapomniał do końca życia.

Podczas zebrania głos zabrał kolega, Franek Krzyż7. Nie próbował przekonywać zebranych, że dowcip był szczególnie mądry czy potrzebny. Zwrócił uwagę na coś znacznie ważniejszego: nie można w taki sposób niszczyć człowieka za nierozważne słowa.

Józef zapamiętał jego wystąpienie jako odważny, ludzki gest. W atmosferze politycznego nacisku i wzajemnej podejrzliwości ktoś zdecydował się publicznie stanąć po stronie oskarżanego kolegi. Kiedy poddano wniosek pod głosowanie, nie uzyskał on wymagającego poparcia.

Józef uniknął usunięcia z partii, ale nie poczuł się bezpieczny. Obawiał się, że sprawa powróci, a osoby odpowiedzialne za oskarżenia nie pogodzą się z porażką. Dlatego możliwość wyjazdu do Krakowa była dla niego czymś więcej niż zawodowym awansem. Dawała szansę na wydostanie się z dusznej atmosfery podejrzeń. Po przeniesieniu sytuacja rzeczywiście się uspokoiła. Mógł pracować, studiować i rozwijać karierę bez nieustannego poczucia zagrożenia.

Po latach mówił o tamtym okresie z wyraźnym przejęciem. Szczególnie mocno zapamiętał jednak nie samego donosiciela czy przesłuchującego, lecz człowieka, który zdobył się na odwagę, by go bronić.

Nie tylko kamień. Także Wisła Kraków

Wspomnienia Józefa Maślańca nie ograniczały się do wojny, szkoły i pracy. Pod koniec rozmowy pojawił się również temat piłki nożnej, a dokładniej — jego sympatii do Wisły Kraków.

Jej początki wiązał ze środowiskiem świdnickiej szkoły i jednym z nauczycieli, Samujłło8, który był związany z krakowskim klubem. Z czasem sympatia do Wisły stała się trwałym elementem jego życia. W rozmowie pojawia się nawet wzmianka o udziale Józefa Maślańca we władzach klubu, odnotowanym w wydawnictwie z 1977 roku. To drobny, ale bardzo ludzki szczegół. Przypomina, że za historią przemysłu, szkoły i zawodowych stanowisk stał człowiek mający także swoje przyjaźnie, zainteresowania i sportowe sympatie.


Opracowano na podstawie nagrania wspomnień Józefa Maślańca zarejestrowanego podczas spotkania w jego mieszkaniu w Krakowie w dn. 20.03.2018r. W spotkaniu uczestniczyli: Józef Maślaniec z żoną, Stanisław Sitarz, Bogusław Skolak, Krzysztof Skolak, Adrianna Czekaj.


  1. Jan Ziemba (1915-1984) nie był przypadkowym nauczycielem. Podczas okupacji prowadził tajne nauczanie, po wojnie współtworzył gimnazjum w rodzinnych Niepołomicach, a w wieku zaledwie 31 lat został pierwszym dyrektorem Szkoły Przemysłowej Kamieniarskiej w Świdnicy.
    O jego licznych i wszechstronnych talentach świadczyć może fakt, że występował na scenie Teatru Miejskiego w Świdnicy! Kronika miasta wymienia go w obsadzie sztuki, której premiera odbyła się 7 lutego 1947 roku. W maju 1949 roku wygłosił też w teatrze wprowadzenie do dyskusji o komedii Włodzimierza Perzyńskiego. ↩︎
  2. Szkoła Przemysłowa Kamieniarska w Świdnicy została powołana decyzją ministra 30 października 1946 roku, a pierwszym dyrektorem był Jan Ziemba. Zajęcia rozpoczęły się 2 stycznia 1947 roku przy ówczesnym pl. Lenina, dzisiejszym pl. św. Małgorzaty.
    W 1951 roku szkołę przeniesiono do Krakowa i przekształcono ostatecznie w Technikum Górnictwa Odkrywkowego, które funkcjonował tam do lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
    Historia zatoczyła koło, gdy TGO w 2010 roku reaktywowane zostało w powiecie świdnickim, tym razem w Strzegomiu. ↩︎
  3. Tadeusz Tyrowicz (1893–1978) – inżynier, przedsiębiorca kamieniarski, oficer Wojska Polskiego i pedagog. Syn Ludwika Tyrowicza, znanego lwowskiego rzeźbiarza i założyciela Zakładów Kamieniarskich i Marmurowych przy ul. Piekarskiej 95 we Lwowie. Absolwent Politechniki Lwowskiej, uczestnik walk Legionów Polskich i oficer Wojska Polskiego w stopniu majora.
    Po śmierci ojca w 1930 roku przejął rodzinne przedsiębiorstwo, należące do czołowych zakładów kamieniarskich przedwojennego Lwowa. Firma specjalizowała się w mechanicznej obróbce kamienia, wykonywaniu okładzin, elementów architektonicznych oraz pomników. Jej realizacje zdobiły m.in. reprezentacyjne gmachy Warszawy. W 1937 roku Tyrowicz został prezesem Izby Rzemieślniczej we Lwowie.
    Po II wojnie światowej znalazł się w gronie nauczycieli Liceum Przemysłu Kamiennego w Świdnicy, przekazując młodemu pokoleniu doświadczenie zdobyte w wieloletniej praktyce przemysłowej. Był również autorem opracowań i podręczników dotyczących kamieniarstwa. ↩︎
  4. Roman Parzniewski, ps. „Gruda”, „Czarski” (17 kwietnia 1909 – 24 czerwca 1989) — przedwojenny oficer rezerwy, w czasie wojny porucznik NOW/AK, dowódca placówki Michałowice i 1. kompanii „Zagroda” 5 Pułku Strzelców Konnych AK, po wojnie nauczyciel wychowania fizycznego związany z Technikum Górnictwa Odkrywkowego ↩︎
  5. Aleksy Szołomicki (1930–1979) Polski siatkarz, reprezentant kraju, mistrz Polski i zdobywca Pucharu Polski. Występował w barwach CWKS Warszawa, AZS-AWF Warszawa, Spójni Szczecin oraz Pogoni Szczecin. Jego nazwisko pojawia się również w relacji prasowej z 1950 roku jako jednego z wyróżniających się zawodników koszykarskiej Polonii Świdnica. Uczestniczył w mistrzostwach Europy i świata, zajmując z reprezentacją Polski czwarte miejsce na mistrzostwach świata w 1956 roku. Po zakończeniu kariery zawodniczej pracował również jako trener Pogoni Szczecin. Zmarł w Szczecinie, gdzie jego pamięć uczczono organizacją turniejów siatkarskich. ↩︎
  6. Centrum Administracyjne Huty im. Lenina w Nowej Hucie, znane jako „Pałac Dożów” to monumentalny zespół dwóch budynków, zaprojektowany przez Martę i Janusza Ingardenów oraz Janusza Ballenstedta. Obiekt należy dziś do najbardziej charakterystycznych przykładów architektury socrealistycznej w Krakowie. Józef Maślaniec wspominał zarówno produkcję granitowych elementów elewacyjnych, jak i udział w realizacji kamieniarskiego wystroju wnętrz. ↩︎
  7. Franciszek Krzyż – jedna z postaci powojennego polskiego przemysłu kamieniarskiego, przez wiele lat związana ze Strzegomiem. Świadek przemian technologicznych w branży — od ręcznej obróbki granitu po rozwój nowoczesnego przemysłu kamieniarskiego. ↩︎
  8. Profesor Julian Sulima-Samujłło (1907 – 1985) – inżynier górniczy, specjalista górnictwa odkrywkowego, pedagog i historyk techniki. Współtwórca szkoły kamieniarskiej w Świdnicy, wykładowca na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie ↩︎
Polski Związek Kamieniarstwa
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.